Nie pamiętam kiedy ostatni raz zasłodziłam się tak bardzo, jak wtedy. Wszystko było oczywiście przepyszne, ale dla kogoś takiego jak ja, który je kostkę czekolady raz na pół roku wypicie gorącej czekolady i zjedzenie ciasta czekoladowego z lodami i bitą śmietaną to nie mały wyczyn. Mile wspominam ten wieczór, nazwany Randką. Lubimy z Bartkiem tak mówić, bo to brzmi tak... Wyjątkowo.
Hamburger miał urodziny! To znaczy mój (już) pięcioletni kuzyn Karol. Hamburger dlatego, że wymyślił sobie, że na każdą osobę którą lubi będzie mówił Hamburger. Nie muszę chyba dodawać, że zabawa była świetna? Zdjęcie mówi samo za siebie.
Jest i mój kot! Zdecydowanie jest bohaterką dużej części robionych przeze mnie zdjęć tygodniowych.
W środę musiałam zrobić sobie wolne w pracy. Jako, że do południa miałam trochę wolnego czasu, to postanowiłam zrobić wiosenne porządki. Wysprzątałam wszystko- każdą szafę, szafkę, szafeczkę, pudełko, puzderko-wszystko.
Oczywiście nie może zabraknąć 'selfie'!
Mmmm... Przepyszna latte o smaku pomarańczy i cynamonu wypita w takim towarzystwie, to prawdziwy relaks. Pogoda tego dnia była śliczna, wybraliśmy się więc z Bartkiem na spacer. W końcu.
Następnego dnia z moją kuzynką i przyjaciółką i rówieśniczką Martyną postanowiłyśmy zrobić sobie 'sesję zdjęciową' jak za starych dobrych czasów... Zdjęcia wyszły marnie, ale chociaż napiłyśmy się dobrej kawy.
Z niemałym opóźnieniem udało nam się w końcu wypić z Barkiem mój prezent na dzień kobiet. I chociaż nie przepadam za winami wytrawnymi, to muszę przyznać, że to było całkiem smaczne.
Bartek męczył mnie z wyjazdem do oceanarium dobre dwa tygodnie. Jako, że zrobiłam sobie w ten weekend wagary i nie pojechałam na studia, to wzięliśmy Martynę i jej chłopaka Bakę i wybraliśmy się do Gdyni. Oczekiwania mieliśmy dosyć spore. Ja myślałam, że znajdziemy się w ogromnym tunelu, w koło będą szyby, a za nimi pływać będą 3 metrowe rekiny, delfiny, płaszczki i takie tam. Zamiast tego mogliśmy sobie pooglądać muzeum ze sztucznymi rybami i małe akwaria. Rozczarowanie.
Aaaa! Byliśmy też w kinie na filmie 'Coś za mną chodzi'. Tytuł dość śmieszny, a sam film... Interesujący. Tak. Myślę, że to dobre określenie.
Niedziela miała być tym dniem, kiedy zacznę pisać pracę licencjacką. Zamiast tego męczył mnie katar, prawdopodobnie gorączka, odwiedziłam babcię, Bartka, przyjaciół i... Założyłam bloga !
Pozdrawiam!
Anet










E tam, gorąca czekolada i ciasto czekoladowe to jest nic. :)
OdpowiedzUsuńpowodzenia z licencjatem! z doświadczenia wiem, że najgorzej jest usiąść na tyłku i zacząć, potem już leci :)
Wczoraj zaczęłam pisać i poszło mi zadziwiająco sprawnie:)
Usuń