poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Tygodniówka 3

Myślę, że mogę powiedzieć, że był to najcichszy tydzień w moim życiu, ale o tym za chwilę.

W poniedziałek rano rozpakowałam torbę po weekendzie. Zakręciłam się między szafą, a łazienką, maksymalnie sprzątaniem, a tu patrzę- Punia w walizce. Nie mogłam odmówić sobie przyjemności zrobienia jej zdjęcia.



Ledwo mówiąc (po intensywnym weekendzie w Pile głos mi się 'załamywał') poszłam do pracy. I tylko pogorszyłam sprawę. Tak to już jest, kiedy uczysz dzieci tańczyć hip hop- musisz czasem pokrzyczeć, bo akurat muzyka gra mega głośno, bo akurat Zosia lat pięć musi poskakać z Marysią lat sześć koniecznie w tym momencie, tym najbardziej nieodpowiednim, bo akurat dodajesz im energii do działania. Tak oto o mały włos całkiem nie straciłam głosu. W każdym razie wieczorem gardło bolało, jakby przeszło mi po nim stado bawołów (o matko, najdziwniejsze porównanie jakie kiedykolwiek przyszło mi do głowy).




We wtorek umówiona byłam do lekarza, więc poszłam, równocześnie spełniając jedno z postanowień AKCJI- WIOSENNEJ MOBILIZACJI. Dostałam antybiotyk i usłyszałam: 'ma pani zapalenie krtani i kategoryczny zakaz mówienia'. Co w moim przypadku jest kompletnie nie do wykonania. Miałam, nawet zamiar odpuścić sobie pracę (miałam iść do niej tylko we wtorek i środę, z racji świąt), jednak nie mogłam. Przygotowuję aktualnie mój drugi najzdolniejszy, młodszy zespół do konkursu. Nie mogłam nie iść do pracy, czas nas goni. Poszłam i mówiłam szeptem. Dzieciaki miały ubaw, jakoś dałyśmy radę.




Jako, że Bartek ma przymusowe wolne z pracy i ja też (w środę odpuściłam), to mogliśmy spędzić trochę czasu razem. Ku niezadowoleniu Bartka oglądaliśmy film 'I że cię nie opuszczę'. Bardzo dobry, dla kogoś, kto uwielbia komedie romantyczne, czyli dla mnie. Popłakałam się co prawda nie raz, ale warto było, film mi się bardzo podobał. Bartkowi nieco mniej, ale i tak bardzo mi miło, że dla mnie jakoś to przetrwał. Wiem, jak bardzo nienawidzi takiego kina.





Bartek miał ostatnio zwichnięty staw barkowy i musi nosić, jak ja to nazywam 'kamizelkę kuloodporną'. W rzeczywistości jest to usztywniacz (w sumie, to nie wiem jak to nazwać, niech będzie usztywniacz, w końcu usztywnia). Bartek nie może jednak nosić chociażby siatek, a ja nie mogłam w tym tygodniu mówić, więc idąc do sklepu uzupełnialiśmy się- Bartek rozmawiał ze sprzedawczyniami, a ja robiłam za tragarza. Udało mi się w tesco znaleźć magic stars ! Wiem, że nie ma się czym chwalić, wszyscy już je pewnie jedli, odkąd wróciły na Polski rynek, ja jednak nie. Znalazłam je w tym tygodniu i jestem zadowolona. Z nowych kapci też.





Jest i poranna, zaspana, ziewająca Punia:



Kupiłam książkę Małgorzaty Halber 'Najgorszy człowiek na świecie' i nie mogę się od niej oderwać. Polecam!





Przypomniało mi się o babeczka Dr Oetkera. Wiem, że do najzdrowszych nie należą, ale baaaaardzo mi smakują. Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na trochę cukru, zrobiłam je więc dwa razy w tym tygodniu. Mała podpowiedź: z karmelową latte smakują wręcz wyśmienicie.





Na wielu blogach widziałam wpisy dotyczące świąt. Ominęłam post o przygotowaniach, święconkach, królikach, nie tylko z powodu choroby. Ja po prostu nie czuję jakoś tej atmosfery, jak chociażby przy Bożym Narodzeniu, które uwielbiam. Cieszę się, że mogłam spotkać się z rodziną (mimo drobnych, nieprzyjemnych sytuacji, na co szkoda mi czasu), tym bardziej że w tym roku Wielkanoc była połączona z 18 mojej kuzynki Ani. Dostała od naszej ekipy (składającej się z Bartka, Martyny mojej kuzynko-przyjaciółko-rówieśniczki i jej chłopaka Baki, który jest jednocześnie kumplem Bartka) nie tylko piękny, ale i wymarzony prezent.



Na koniec, razem z pozdrowieniami dorzucam swoje 'selfie'.


Anet


poniedziałek, 30 marca 2015

Tygodniówka 2

Ten tydzień minął zdecydowanie pod hasłami: 'Praca Licencjacka' i 'Rytm Ulicy'.
Taaaaaaak w końcu udało mi się zabrać za pracę licencjacką i choć napisałam dopiero trzy strony, to i tak jestem z siebie dumna. Jestem na kierunku 'choreografia i techniki tańca'. Są to studia głównie ruchowe i co roku tytuł licencjata zdobywało się tylko i wyłącznie dzięki swojemu autorskiemu mini spektaklowi tanecznemu. Mój rocznik musiał się okazać pierwszym, który dodatkowo musi nabazgrać trzydzieści stron. Długo nie miałam pomysłu na jaki temat pisać. Podpowiedział mi promotor. Piszę więc o historii tańca w moim mieście. Dostałam od trenera mnóstwo materiałów na temat pierwszych dziesięciu lat istnienia klubu tańca. Następne dziesięć lat będę musiała sobie przypomnieć. Do końca świąt mam zamiar skończyć opisywać pierwsze lata.



W tym tygodniu pogoda była śliczna. Gdyby nie to, że Bartek był w pracy wtedy kiedy ja miałam wolne poranki na pewno poszlibyśmy się gdzieś przejść.




Drugie hasło, 'Rytm Ulicy', to jedna z największych hip hopowo - tanecznych imprez w Polsce. Co roku z zespołem w którym tańczę jeździmy tam, żeby pooglądać najlepsze formacje. Przygotowywałam zespół, który prowadzę bardzo intensywnie to występu na tym konkursie. Dziewczyny były bardzo zaangażowane, ćwiczyłyśmy jakieś trzy razy tyle co zawsze.


W piątek w środku nocy (o siódmej rano)- wyjazd. Uwielbiam te weekendy ze względu na to, że jest to tak na prawdę jedyny weekend w roku, który spędzamy wszyscy razem. W tym roku jestem szczególnie dumna, bo jedna z moich tancerek dostała się w kategorii solo do półfinałów! Jest to niemałe osiągnięcie, w końcu to najlepszy konkurs w Polsce.









I na koniec tygodnia relaks z Bartkiem. Czego chcieć więcej?



Pozdrowienia!
Anet

środa, 25 marca 2015

Akcja- wiosenna mobilizacja

O akcji dowiedziałam się od Nadine oraz Kudels i od razu zaczęłam tworzyć swoją listę wiosennych celów. Uwielbiam tę porę roku szczególnie dlatego, że właśnie wiosną poznałam Bartka. A tak poza tym mam dużo więcej energii i chęci do działania, kiedy na dworze jest tak pięknie.
Moja lista ma oczywiście 13 punktów, ale są to bardzo realne cele, myślę że jestem w stanie je zrealizować.




1. Przygotowywać się do pracy weekend przed
 Pracuję od poniedziałku do czwartku popołudniami. Piątki mam wolne, tylko w co drugi weekend (chociaż ostatnio to nawet i rzadziej) wyjeżdżam na studia. Parę razy zdarzyło mi się przygotować do pracy, to znaczy wymyślić choreografie dla dzieci na cały następny tydzień w piątek. Dzięki temu miałam rano, przed pracą więcej czasu dla siebie. Co ja piszę... Miałam po prostu czas dla siebie. Zmobilizuję się i będę tak działać.

2. Czytać więcej książek
Jak już będę przygotowywać się do pracy w piątki, to będę miała więcej czasu na czytanie przed pracą. Chwila z książką i herbatą, to dla mnie jeden z ulubionych sposobów na relaks.

3. Pić więcej koktajli owocowych
 Jakiś czas temu dowiedziałam się, że mam w domu blender. Czas więc, aby wyjąć go z szafy i zacząć używać. Co najmniej 3 razy w tygodniu.

4. Uśmiechać się i myśleć pozytywnie
Przecież jest tak pięknie. Przyszła wiosna i na prawdę nie ma powodu się zamartwiać. Trzeba brać z życia pełnymi garściami i cieszyć się z najmniejszych szczęśliwostek.

5. Więcej spacerować
Aż szkoda siedzieć w domu, kiedy za oknem jest tak pięknie. Uwielbiam spacerować z Barkiem, mam nadzieję, że znajdziemy na to więcej czasu. 

6. Podtrzymywać kontakt z przyjaciółmi
Moje dwie przyjaciółki Asia i Magda nie mieszkają w moim mieście. Całkiem dobrze idzie nam utrzymywanie kontaktu i nie chciałabym, żeby to się zmieniło.

7. Zarejestrować się u lekarza
Aż wstyd się przyznać, ale obiecuję sobie, że zarejestruję się u lekarza lekko licząc rok. Nie jestem na coś szczególnie chora, ale wszystkie przebyte przeziębienia i grypy leczyłam własnymi sposobami i mam wrażenie, że nie do końca były doleczone.

8. Ograniczyć cipsy
Ahhhh uwielbiam cipsy. Szczególnie lejsy paprykowe, ostre, cebulkowe... Prawie wszystkie niestety. Na początku tego roku wybielałam zęby, w związku z czym byłam na białej diecie. Nie mogłam jeść niczego, co nie było białe, przez co ograniczyłam jedzenie cipsów. Muszę wrócić do tamtych nawyków.

9. Malować paznokcie
Chyba nie ma się co rozpisywać. Uwielbiam mieć pomalowane paznokcie.


10. Pamiętać o moim Wyzwaniu z Pstrykaniem Zdjęć
Póki co idzie mi dobrze. Podoba mi się,

11. Kupić kapsułki do ekspresu
Na święta dostałam od Bartkowego Mikołaja ekspres Tassimo (nie jestem pewna, czy dobrze napisałam nazwę). Wypiłam już jednak wszystkie kawy jakie miałam. Po wypłacie zrobię wycieczkę do sklepu.

12. Stworzyć swój spektakl taneczny
Jestem na kierunku studiów choreografia i techniki tańca. Żeby zaliczyć studia muszę zrobić spektakl taneczny. Miałam w związku z tym trochę problemów, ale już wszystko na szczęście jest wyjaśnione. Scenariusz- jest, tancerze- są. Trzeba wziąć się do roboty. Wyznaczam sobie czas do końca maja.

13. Napisać licencjat
Koniec roku akademickiego zbliża się wielkimi krokami, a ja dopiero wczoraj zabrałam się za pisanie. To dopiero dwie strony, ale myślę pozytywnie. Idzie mi całkiem lekko, więc na spokojnie powinnam skończyć pod koniec kwietnia. Taki też termin sobie wyznaczam.


Akcja wiosenna mobilizacja- START.
Anet

poniedziałek, 23 marca 2015

Tygodniówka 1

Okazuje się, że w ciągu tego tygodnia zrobiłam tyle zdjęć, że aby wybrać jedynie te najciekawsze i najbardziej sensowne musiałam się sporo natrudzić... Zaczynamy!



Nie pamiętam kiedy ostatni raz zasłodziłam się tak bardzo, jak wtedy. Wszystko było oczywiście przepyszne, ale dla kogoś takiego jak ja, który je kostkę czekolady raz na pół roku wypicie gorącej czekolady i zjedzenie ciasta czekoladowego z lodami i bitą śmietaną to nie mały wyczyn. Mile wspominam ten wieczór, nazwany Randką. Lubimy z Bartkiem tak mówić, bo to brzmi tak... Wyjątkowo.



Hamburger miał urodziny! To znaczy mój (już) pięcioletni kuzyn Karol. Hamburger dlatego, że wymyślił sobie, że na każdą osobę którą lubi będzie mówił Hamburger. Nie muszę chyba dodawać, że zabawa była świetna? Zdjęcie mówi samo za siebie.



Jest i mój kot! Zdecydowanie jest bohaterką dużej części robionych przeze mnie zdjęć tygodniowych.



W środę musiałam zrobić sobie wolne w pracy. Jako, że do południa miałam trochę wolnego czasu, to postanowiłam zrobić wiosenne porządki. Wysprzątałam wszystko- każdą szafę, szafkę, szafeczkę, pudełko, puzderko-wszystko.



Oczywiście nie może zabraknąć 'selfie'!



Mmmm... Przepyszna latte o smaku pomarańczy i cynamonu wypita w takim towarzystwie, to prawdziwy relaks. Pogoda tego dnia była śliczna, wybraliśmy się więc z Bartkiem na spacer. W końcu.



Następnego dnia z moją kuzynką i przyjaciółką i rówieśniczką Martyną postanowiłyśmy zrobić sobie 'sesję zdjęciową' jak za starych dobrych czasów... Zdjęcia wyszły marnie, ale chociaż napiłyśmy się dobrej kawy.



Z niemałym opóźnieniem udało nam się w końcu wypić z Barkiem mój prezent na dzień kobiet. I chociaż nie przepadam za winami wytrawnymi, to muszę przyznać, że to było całkiem smaczne.



Bartek męczył mnie z wyjazdem do oceanarium dobre dwa tygodnie. Jako, że zrobiłam sobie w ten weekend wagary i nie pojechałam na studia, to wzięliśmy Martynę i jej chłopaka Bakę i wybraliśmy się do Gdyni. Oczekiwania mieliśmy dosyć spore. Ja myślałam, że znajdziemy się w ogromnym tunelu, w koło będą szyby, a za nimi pływać będą 3 metrowe rekiny, delfiny, płaszczki i takie tam. Zamiast tego mogliśmy sobie pooglądać muzeum ze sztucznymi rybami i małe akwaria. Rozczarowanie.
Aaaa! Byliśmy też w kinie na filmie 'Coś za mną chodzi'. Tytuł dość śmieszny, a sam film... Interesujący. Tak. Myślę, że to dobre określenie.



Niedziela miała być tym dniem, kiedy zacznę pisać pracę licencjacką. Zamiast tego męczył mnie katar, prawdopodobnie gorączka, odwiedziłam babcię, Bartka, przyjaciół i... Założyłam bloga ! 


Pozdrawiam!
Anet